Najnowszy Zeszyt Biblioteczki Bhaktivedanta College prezentuje dwa artykuły. Autorem pierwszego z nich jest wybitny religioznawca i hinduista Klaus Klostermaier. Artykuł nosi tytuł: Świadomość Krsny, świadomość Chrystusa oraz współczesna świadomość religijna. Klaus Klostermaier pisze między innymi:

“Świadomość, jak utrzymują główne nurty tradycji wschodu i zachodu, posiada wiele poziomów i musi być kultywowana i rozwijana aby spełniła swój właściwy cel. Jest to miejsce, gdzie fakty przeładowane są znaczeniem – gdzie znaczenie jest odzwierciedleniem rzeczywistości. Wszystkie religie wschodnie (jak również niektóre religie zachodnie) kładły największy nacisk na metody koncentracji, tzn. osiągania stanów świadomości, które wykluczają wszelkie zafałszowane i wypaczające wpływy, błędną percepcję jak również z góry założone interpretacje, dezinformację, jak również możliwość oszukiwania samego siebie. W naszym zdominowanym przez naukę świecie (jeśli chodzi o intelektualną stronę naszego świata) „fakty” zdystansowały „znaczenia” do tego stopnia, że wiele osób wierzy, że istnieją jedynie fakty, a nie ma znaczeń. Zaraz przed rewolucją naukową było wręcz przeciwnie: znaczenia zdystansowały fakty tak dalece, że intelektualiści byli zajęci wynajdowaniem coraz to nowych alegorii i symboli, aby wydobywać nowe znaczenia z kilku dostępnych faktów.

A zatem autentyczna współczesna świadomość religijna miałaby nie tyle brać w nawias „nowe fakty” i powracać do przed-naukowych interpretacji świata, lecz nadawać precyzyjne znaczenia dostępnym współcześnie faktom. Nie trzeba powtarzać, że to właśnie jest twórczym przedsięwzięciem, które najpierw należałoby podjąć. Także: z pewnością będzie ona na wiele sposobów różnić się od świadomości religijnej dawnych czasów – ale dopóki będzie to świadomość (świadomość głębi – jeśli ktoś woli), będzie miała w swej istocie coś wspólnego ze świadomością wieków poprzednich. Można założyć, że w rzeczywistości jedynie „świadomość” buduje pomosty pomiędzy różnymi wiekami oraz odmiennymi kulturami tradycji religijnych i że jedynie ta otwarta i głęboka świadomość sprowadza jedność i zrozumienie.”

Autorem drugiego artykułu jest Kenneth Rose,  który zadaje pytanie: Czy Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Krsny ma cokolwiek do zaoferowania chrześcijaństwu teologicznie? Będąc chrześcijaninem, byłym członkiem MTŚK oraz uczniem A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupada, Kenneth Rose pisze:

“My, którzy jesteśmy chrześcijanami, możemy odkryć w wisznuiźmie tradycję nie mniej żywą i głęboką niż chrześcijańska, w której absolutna Opatrzność doświadczana jest jako wiele różnorodnych osobistych związków, z których wszystkie służą przywróceniu doskonałego miłosnego związku w błogosławionym towarzystwie tych, którzy odpowiedzieli na skierowaną do nas miłosną inicjatywę Boga. Odkrycie to powinno skłonić nas do odłożenia naszych dumnych i fałszywych roszczeń posiadania, wraz z judaizmem, jedynego bezpośredniego historycznie i poprzez Pisma, związku z Bogiem.

Konsekwencją tego wycofania się nie musi być sceptycyzm, który podważa samą możliwość objawienia; wręcz przeciwnie, wynikiem tego powinno być zrozumienie, że judeo-chrześcijańska historia zbawienia jest ważną nicią w szatach powszechnego zbawienia tkanych przez Boga – szatach potrzebujących wkładu wisznuizmu tak samo, jak wkładu chrześcijaństwa. Wierzę, że to jest najważniejsza lekcja, jakiej chrześcijaństwo może nauczyć się od wisznuizmu i jego zachodniego przedstawiciela, MTŚK.”

Plik PDF z elektroniczną wersją Zeszytu BBC (który ukazuje się jako dodatek do Kuriera Nama-Hatta) można pobrać tutaj, bądź poprzez zakładkę BBC u góry strony.





Już wkrótce ukaże się nowy zeszyt Biblioteczki Bhaktivedanta College, a w nim dwa artykuły.

Autorem pierwszego jest Klaus Klostermaier, którego artykuł nosi tytuł: Świadomość Krsny, świadomość Chrystusa oraz współczesna świadomość religijna. Klaus Klostermaier pisze między innymi:

“Świadomość, jak utrzymują główne nurty tradycji wschodu i zachodu, posiada wiele poziomów i musi być kultywowana i rozwijana aby spełniła swój właściwy cel. Jest to miejsce, gdzie fakty przeładowane są znaczeniem – gdzie znaczenie jest odzwierciedleniem rzeczywistości. Wszystkie religie wschodnie (jak również niektóre religie zachodnie) kładły największy nacisk na metody koncentracji, tzn. osiągania stanów świadomości, które wykluczają wszelkie zafałszowane i wypaczające wpływy, błędną percepcję jak również z góry założone interpretacje, dezinformację, jak również możliwość oszukiwania samego siebie. W naszym zdominowanym przez naukę świecie (jeśli chodzi o intelektualną stronę naszego świata) „fakty” zdystansowały „znaczenia” do tego stopnia, że wiele osób wierzy, że istnieją jedynie fakty, a nie ma znaczeń. Zaraz przed rewolucją naukową było wręcz przeciwnie: znaczenia zdystansowały fakty tak dalece, że intelektualiści byli zajęci wynajdowaniem coraz to nowych alegorii i symboli, aby wydobywać nowe znaczenia z kilku dostępnych faktów.

A zatem autentyczna współczesna świadomość religijna miałaby nie tyle brać w nawias „nowe fakty” i powracać do przed-naukowych interpretacji świata, lecz nadawać precyzyjne znaczenia dostępnym współcześnie faktom. Nie trzeba powtarzać, że to właśnie jest twórczym przedsięwzięciem, które najpierw należałoby podjąć. Także: z pewnością będzie ona na wiele sposobów różnić się od świadomości religijnej dawnych czasów – ale dopóki będzie to świadomość (świadomość głębi – jeśli ktoś woli), będzie miała w swej istocie coś wspólnego ze świadomością wieków poprzednich. Można założyć, że w rzeczywistości jedynie „świadomość” buduje pomosty pomiędzy różnymi wiekami oraz odmiennymi kulturami tradycji religijnych i że jedynie ta otwarta i głęboka świadomość sprowadza jedność i zrozumienie.”

Drugim autorem jest Kenneth Rose, zadający pytanie: Czy Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Krsny ma cokolwiek do zaoferowania chrześcijaństwu teologicznie? Będąc chrześcijaninem, byłym członkiem MTŚK oraz uczniem A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupada, Kenneth Rose pisze:

“My, którzy jesteśmy chrześcijanami, możemy odkryć w wisznuiźmie tradycję nie mniej żywą i głęboką niż chrześcijańska, w której absolutna Opatrzność doświadczana jest jako wiele różnorodnych osobistych związków, z których wszystkie służą przywróceniu doskonałego miłosnego związku w błogosławionym towarzystwie tych, którzy odpowiedzieli na skierowaną do nas miłosną inicjatywę Boga. Odkrycie to powinno skłonić nas do odłożenia naszych dumnych i fałszywych roszczeń posiadania, wraz z judaizmem, jedynego bezpośredniego, historycznie i poprzez pisma, związku z Bogiem.

Konsekwencją tego wycofania się nie musi być sceptycyzm, który podważa samą możliwość objawienia; wręcz przeciwnie, wynikiem tego powinno być zrozumienie, że judeo-chrześcijańska historia zbawienia jest ważną nicią w szatach powszechnego zbawienia tkanych przez Boga – szatach potrzebujących wkładu wisznuizmu tak samo, jak wkładu chrześcijaństwa. Wierzę, że to jest najważniejsza lekcja, jakiej chrześcijaństwo może nauczyć się od wisznuizmu i jego zachodniego przedstawiciela, MTŚK.”





Prawa

Na początku mego kontaktu ze Świadomością Kryszny dziwiłem się - a potem martwiłem - z powodu braku jakichkolwiek refleksji na temat „praw” dotyczących społeczeństwa – praw człowieka, praw obywatelskich – w naukach Śrila Prabhupada, który wiele starań dokładał, by wyjaśnić idealne „wedyjskie społeczeństwo”. Wydawało mi się, że prawa powinny być centralnym zagadnieniem tego, a także i innego społecznego ideału.

Ponadto ten porządek społeczny, który wychwalał on jako wzór – w istocie zarządzany przez Boga – był bez zmiłowania hierarchiczny. Tym większa potrzeba praw - pomyślałem. Czyż bowiem szacunek względem praw nie jest najlepszą rękojmią wobec nadużywania władzy?

Moja typowa amerykańska edukacja wychwalała XVIII- wieczną zdobycz „praw człowieka” jako najwyższe osiągnięcie myśli Oświecenia. Temu rewolucyjnemu historycznemu przełomowi zawdzięczamy tę wyrazistą tezę w naszej „Deklaracji Niepodległości”, którą każde dziecko musi znać na pamięć: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście.”

Ustrój promowany przez Bhagavatam nie mógł bardziej odbiegać od tego, za którym orędowało tak zwane Oświecenie. Jeden z jego czołowych ideologów, Denis Diderot, powiedział: „Ludzkość nie będzie wolna, dopóki ostatni król nie zawiśnie na wnętrznościach ostatniego kapłana”. W odróżnieniu od tego Bhagavatam naucza, że społeczeństwo, któremu przewodzą kapłani wraz z królem, najlepiej sprzyja wolności człowieka.

Bhagavatam od razu wyzwało na pojedynek moje ogólnie przyjęte idee. Wymagało ode mnie oduczenia się wielkiej rzeczy – przyjętej przez ogół rzeczywistości, którą z bezkrytyczną wiarą i bez wahania przyjąłem. Kiedy jednak z drugiej strony miałem obdarzyć zaufaniem Bhagavatam, nie mogło odbyć się to bezkrytycznie. I w ten sposób pojawiła się moja wątpliwość dotycząca praw.

Gdy to miało miejsce, moja lektura Bhagavatam ograniczała się do drugiego canto, które w latach 1969-70, ISKCON Press wydawała seryjnie, rozdział za rozdziałem w cieniutkich broszurach. Tomy pierwszego canto wydane w Indiach i przywiezione przez Prabhupada do Ameryki były już dawno wysprzedane. Dopiero gdy wprowadziłem się do aśramu w Filadelfii, w styczniu 1971 roku, miałem możliwość sięgnięcia po świątynny egzemplarz pierwszego canto. Odkryłem prymitywnie oprawioną książkę, wydrukowaną na tanim papierze, na każdej stronie której roiło się od literówek. Było napisane idiomatycznym „babu english” Prabhupada, jego charakterystycznym stylem. I chociaż jeszcze redakcyjnie nieplanowane i niewygładzone jak drugie canto – przemawiało tym dobitniej.

Tam też natrafiłem na werset, który rozwiał wszelkie me obawy dotyczące praw. W czwartym wersecie dwunastego rozdziału przeczytałem o wzorowym królu Yudhisthirze, który opiekował się wszystkimi, którzy narodzili się w jego królestwie.

Prabhupada komentuje:

„Słowo ‘prajah’ jest tu znaczące. Etymologicznie odnosi się to słowo do tego, co jest narodzone. Na ziemi jest wiele gatunków żywych stworzeń, od wodnych aż po doskonałe ludzkie istoty i wszystkie znane są jako ‘prajas…’. Jako takie praja używane jest w szerszym znaczeniu niż teraz. Królem jest się dla każdej żywej istoty: stworzeń wodnych, roślin, drzew, gadów, ptaków, zwierząt i człowieka. Każde z nich jest częścią i cząsteczką Najwyższego Pana (BG 14.4) i król jako reprezentant Najwyższego Pana jest zobowiązany do zapewnienia odpowiedniej ochrony każdemu z nich. To nie jest tak jak z prezydentami i dyktatorami zdemoralizowanego systemu administracyjnego, gdzie to niższe zwierzęta nie są pod żadną ochroną, a wyższe zwierzęta są nią otoczone. Ale to jest ważna nauka, którą pojąć może jedynie ten, kto pojął naukę Kryszny, jak to zostało wyjaśnione już wyżej.”

Król, jako reprezentant Boga, „jest zobowiązany do zapewnienia odpowiedniej ochrony każdemu z nich”. Poświeciłem tej idei chwilę: król jest głową państwa, rządem. I wszystkie żywe istoty, nawet zwierzęta, są obywatelami. To znaczy, że mają oni (jakbyśmy to ujęli dziś) prawa obywatelskie. I rząd musi te prawa zapewniać.

W 1971 roku idea praw zwierząt była wielce odległa - jako idea skrajnej frakcji. I teraz te nad wyraz radykalne uzupełnienia praw obywatelskich o prawa zwierząt były zawarte w wywodzie Prabhupada dotyczącym monarchii – tej, mało powiedzieć, najbardziej konserwatywnej filozofii politycznej. Bhagavatam niszczyło standardową konserwatywno- liberalną typologię.

W tym momencie zrozumiałem, że nowoczesne, oświecone ‘prawa’ nie są żadną innowacją; były niejako zawarte w tej na wskroś staromodnej, konserwatywnej, przed-oświeceniowej koncepcji powinności.

Parę lat później, szperając w antykwariacie, natknąłem się na tom francuskiej teolog Simone Weil. Poznałem tę wyjątkową osobę – ‘nowoczesną świętą’ – na studiach, na kierunku religii, i byłem ciekaw dowiedzieć się więcej.

Książka ta, przetłumaczona z francuskiego jako „Zakorzenienie” (tytuł polski), rozpoczyna się na pierwszej stronie znakomitą i przenikliwą dyskusją na temat praw i obowiązków (powinności); bardzo mi pomogła zrozumieć Bhagavatam Prabhupada.

Simone Weil rozpoczyna:

„Wspomnienie obowiązków poprzedza wspomnienie praw, które to są podrzędne i względne wobec tych pierwszych. Prawo nie ma mocy sprawczej samo z siebie, ale jedynie w relacji z obowiązkiem, do którego się odnosi; skuteczna egzekucja prawa bierze początek nie w pojedynczej osobie, która je posiada, ale w drugim człowieku, który uznaje swoje zobowiązania w stosunku do niej. Rozpoznanie obowiązku sprawia, że jest skuteczny. Obowiązek, który nie zostaje rozpoznany przez nikogo, nie traci nic ze swej mocy istnienia. Prawo, które nie zostaje uznane przez nikogo, nie jest warte wiele”.

Powiedzieć, że król Yudhisthira ma wobec żywych istot w swoim królestwie obowiązki i powinności, to inaczej powiedzieć, że poddani ci mają prawa. Ale Weil zapewnia, że lepiej jest tu mówić o obowiązkach aniżeli o prawach. Dlaczego? Ponieważ idea praw jest podporządkowana i zależna od idei obowiązków. Mogę twierdzić, że mam jakieś prawa, ale to stwierdzenie jest skuteczne o tyle, o ile inni uznają, że mają wobec mnie obowiązki. Czyli znacznie lepiej jest zająć się obowiązkami.

Co więcej, obowiązek zachowuje moc nawet wtedy, kiedy nie zostaje uznany. Nieuznane prawo nie ma żadnej mocy. Zyskuje moc jedynie, gdy zostaje uznany odpowiedni obowiązek.

Weil prowadzi swą analizę dalej, pokazując, że różnica pomiędzy prawami i obowiązkami jest de facto różnicą perspektywy:

„Nie ma sensu mówić, że człowiek ma z jednej strony prawa, a z drugiej obowiązki. Takie słowa odzwierciedlają jedynie różnicę perspektyw. Rzeczywista zależność między nimi jest podobna do różnicy pomiędzy podmiotem a przedmiotem. Człowiek rozpatrywany oddzielnie ma jedynie obowiązki, pomiędzy którymi są także obowiązki względem samego siebie. Wszyscy inni ludzie mają z jego punktu widzenia jedynie prawa. On ma z drugiej strony prawa, gdy rozpatrywany jest z punktu widzenia innych ludzi, którzy uznają, że mają wobec niego zobowiązania. Człowiek pozostawiony samemu sobie we wszechświecie nie miałby żadnych praw, miałby jednak obowiązki”.

Wyobraź sobie na przykład związek pomiędzy dobrym mistrzem i dobrym sługą w kulturze wedyjskiej, lub na użytek tego przykładu, w średniowiecznej Europie. Tam nie będzie mowy o prawach; tam nie ma ani związków zawodowych, ani systemu ubezpieczeń społecznych. Jednak tak jak sługa ma obowiązki wobec mistrza, tak i mistrz ma obowiązki wobec swego sługi. Mistrz, odebrawszy lata lojalnej służby, wie, że jest zobowiązany do opieki nad swym sługą w chorobie, niedołęstwie wieku starczego, czy w śmierci. Sługa ma w ten sposób wszystkie prawa obiecane przez nowoczesny socjalizm „od kołyski po grób”. W tym przypadku obydwaj – mistrz i sługa – znają swoje obowiązki i żaden nie pyta o prawa.

Weil idzie dalej i przedstawia ważną różnicę pomiędzy obowiązkami i prawami. Pierwsze są absolutne, albo bezwarunkowe, drugie są relatywne i względne:

„Pojęcie praw jako porządku objektywnego jest nierozerwalnie związane z pojęciem istnienia i rzeczywistości. Staje się to oczywiste, kiedy obowiązki zstępują do rangi faktu; wymaga to uwzględnienia do pewnego stopnia aktualnego stanu rzeczy i konkretnej sytuacji. Prawa zawsze będą związane z pewnymi okolicznościami. Jedynie obowiązki niezależne są od okoliczności. Należą one do sfery poza wszelkimi okolicznościami, ponieważ znajdują się ponad tym światem”.

Znaczenie obowiązku oddane jest po angielsku czasownikowym zwrotem „ought to”[1]. W sankrycie istnieje odrębna forma werbalna, znana jako vidhi-lin, która oddaje nakaz, czyli to, co było nakazane bądź przykazane przez Wedy. Weil rozumiała, że obowiązki są bezwarunkowe. Pochodzą one ze sfery transcendencji.

Kontynuuje:

„Ludzie 1789 roku nie uznali istnienia takiej sfery. Jedyne, co uznawali, istniało na płaszczyźnie ludzkiej. Z tego właśnie względu rozpoczęli kampanię na rzecz praw. Ale w tym samym czasie chcieli także postulować absolutne zasady. Ta sprzeczność spowodowała, że ugrzęźli w chaosie języka i idei, który to jest w wielkiej części odpowiedzialny za społeczny i polityczny zamęt po dziś dzień. Sfera tego, co jest wieczne, uniwersalne i bezwarunkowe jest inna niż ta zależna od faktów; tam rządzą inne idee - takie, które są związane z najskrytszymi zakamarkami duszy ludzkiej”.

„Ludzie 1789 roku” są architektami Francuskiej Rewolucji. Skoro odrzucili oni boskie nakazy, musieli obyć się bez mówienia o obowiązkach i powinnościach. Mogli przytaczać jedynie pokrewne im „prawa”. O te mogli się po prostu upominać bez znajomości ich podstaw i fundamentów. A jednak, jak na to wskazała Weil, „prawa” jako takie są bezużyteczne. Aby być skutecznymi, wymagają kogoś, kto przyjmie odpowiednie obowiązki.

W filozofii jest oczywistym, że nie jest możliwym wywieść „powinien” z „jest”. Są bowiem dwiema różnymi sferami. „Powinien” wymaga autorytetu. Ostatecznie - będę się upierał - absolutnego. Osoba staje się bowiem autorytetem jedynie wtedy, jeśli zostanie uznana jako taka przez inną osobę. Skoro pojawia się zatem ciąg autoryzujących sprawców, może być jedynie jeden koniec – gdzie? Jeśli ten łańcuch ma kotwicę, fundament, kończy się na pojedynczym samoautoryzującym autorytecie wszystkich innych. Innymi słowy na Bogu.

Albo, rzecz jasna, na surogacie Boga, naśladowcy. Twym idolu du jour.

W Bhagavatam ksatriyowie są kierowani przez braminów, którzy znają transcendencję i mają zdolność zastosowania tej wiedzy odpowiednio do konkretnej sytuacji. W takim społeczeństwie ludzie są od maleńkości przywykli do kultury powinności.

Wynik może nas zdumieć.

Jeśli przeszukamy Bhagavatam pod kątem wypowiedzi na temat powinności króla na przykład, odkryjemy społeczeństwo z daleko większą ilością praw niż większość z nas ma dziś.

Śrila Prabhupada pisze na przykład w komentarzu do Bhagavatam 4.17.12:

„Jest obowiązkiem króla uważać na to, by każdy w obrębie swego społecznego stanu – bramin, ksatriya, vaiśya i śudra – był w państwie w pełni zajęty. Tak jak obowiązkiem braminów jest wybranie odpowiedniego króla, tak obowiązkiem króla jest zwracanie uwagi na to, by każda varnabramin, ksatriya, vaiśya i śudra – była w pełni zajęta swymi przypisanymi obowiązkami. Zostało tutaj zasygnalizowane, że mimo że ludzie mogli wykonywać swe obowiązki, wciąż byli bez zajęcia… Gdy ludzi trafi ten rodzaj zmartwienia, powinni udać się do głowy państwa, i prezydent bądź też król powinien przedsiewziąć natychmiastowe kroki, by załagodzić zgryzoty poddanych.“

Innymi słowy każdy ma prawo do zatrudnienia. Jeśli ludzie nie mogą znaleźć pracy, państwo jest zobowiązane do zorganizowania zatrudnienia.

Bhagavatam (1.14.41 komentarz) mówi o prawach tych, którzy są słabi, chorzy, albo starzy albo w inny sposób wymagają pomocy:

„Braminom, którzy zawsze są zajęci poszukiwaniem wiedzy dla dobra społeczeństwa zarówno na płaszczyźnie materialnej jak i duchowej, należy się pod każdym względem opieka króla. Podobnie w szczególności wymagają opieki państwa bądź też ksatriyi- króla dzieci, krowy, chorzy, kobiety i starcy. Jeśli takie istoty nie otrzymują opieki ze strony ksatriyi, albo stanu królewskiego, albo państwa, jest to z pewnością hańbą dla ksatriyi i państwa.

Bhagavatam (5.15.7 komentarz) uznaje nawet uniwersalne prawo do szczęścia:

„Jako przedstawiciel Najwyższego Pana król ma obowiązek chronić swych obywateli w doskonały sposób, tak żeby nie musieli martwić się o jedzenie i ochronę i w ten sposób byli szczęśliwi”.

Oczywiście dzisiejsze rządy nie reprezentują Boga ani też obywatele nie są szczęśliwi.

W XVIII wieku Europa kończyła swój zwrot od teocentrycznego do antropocentrycznego światopoglądu. Wraz z tryumfem humanizmu obowiązki straciły swą moc i rozpoczęła się walka o prawa.

Po tak wielu latach humanizmu ciągle musimy wysłuchiwać, że te najbardziej podstawowe z ludzkich praw – prawo do jedzenia, ubrania, schronienia, bezpieczeństwa i zdrowia – skandalicznie nie są przestrzegane w większości miejsc na świecie.

A prawa niemej, zwierzęcej populacji dopiero zaczynają być dostrzegane.

Jednak przy całej tej gimnastycznej debacie nad prawami jest jedna cenna rzecz. Simone Weil wskazała problem: „Prawo nie jest skuteczne samo w sobie, ale jedynie w relacji do obowiązku, do jakiego się odnosi”.

Tym samym, aby być skutecznym w niesieniu społecznej sprawiedliwości ludziom i zwierzętom, musimy zwrócić się do kultury obowiązków. Przedstawienie Bhagavatam Śrila Prabhupada ma zamiar spowodować ten zwrot.

Musimy uznać, że jedynym sposobem, by podążyć naprzód, jest się cofnąć. Robimy postęp, zawracając.

Tłumaczenie – Matylda Obryk

[1] Także po polsku „powinność” kryje się w czasowniku „powinieć“ lub też związku wyrazowym „trzeba + bezokolicznik”.




“Bóg?”

Co oznacza interpunkcja w tytule:

Cudzysłów: Przyozdobienie słowa Bóg cudzysłowiem oznacza, że jesteśmy w pierwszej kolejności zainteresowani formą, tudzież postacią słowa, a nie treścią. (Porównaj te dwa zdania: Interesuję się Bogiem. Interesuję się „Bogiem”.)

Znak zapytania: Znak zapytania wieńczący „Boga” kieruje nas w stronę pytań o koncepcje i idee Boga: Co to oznacza? Czy nie ma innych znaczeń? Czy znaczenia te nie są częstokroć niejasne i wieloznaczne?

Ten znak kieruje nas dalej ku pytaniom o istnienie Boga: Czy istnieje jakikolwiek realny byt, do którego odnosi się słowo Bóg?

Lekcja Vedanty

Koncepcja Boga i koncepcja Prawdy Absolutnej nie znajdują się na tej samej płaszczyźnie. Śrimad Bhagavatam bierze za cel Prawdę Absolutną. Koncepcja Boga wskazuje na kontrolera, podczas gdy koncepcja Prawdy Absolutnej wskazuje na summum bonum lub też na ostateczne źródło wszelkich energii. Twierdzeniu o osobowej postaci Boga jako kontrolera nie może być źródłem nieporozumień, ponieważ kontroler nie może być nieosobowy… Skoro istnieją różni kontrolerzy na różnych kierowniczych stanowiskach, może istnieć również wielu małych bogów… z różnorakimi, właściwymi dla nich tylko, mocami. Ale Prawda Absolutna jest jedna jedyna. Śrimad Bhagavatam określa Prawdę Absolutną albo summum bonum jako param satyam.

„Autor Śrimad Bhagavatam, Śrila Vyasadeva, na samym początku składa wyrazy głębokiego szacunku param satyam (Prawdzie Absolutnej) i ponieważ param satyam jest ostatecznym źródłem wszelkich energii, owo param satyam jest także Najwyższą Osobą. Bogowie albo kontrolerzy są niewątpliwie osobami, ale param satyam, od którego to bogowie czerpią swą siłę niezbędną do sprawowania kontroli jest Najwyższą Osobą. W sanskrycie słowo iśvara (kontroler) wskazuje na Boga, ale Najwyższa Osoba zwana jest pameśvara, albo najwyższy iśvara. Najwyższa Osoba, albo parameśvara, jest najwyższym świadomym istnieniem, i ponieważ nie czerpie On siły z żadnego innego źródła, jest On najwyższym niezależnym.”

-Śrila Prabhupada, Wstęp do Śrimad Bhagavatam

Skąd pochodzi wszystko? Wszystko pochodzi albo od czegoś albo z niczego.

Gdy odpowiedź brzmi z niczego, czasem zdarza się, że okazuje się być to bardzo szczególnym, wszechpotężnym rodzajem niczego. Nie po prostu niczym, ale Niczym. Innymi słowy (w efekcie) wyjątkowym czymś.

Gdy odpowiedź brzmi z niczego, okazuje się ono czasem być pewnym szczególnym nieodgadnionym czymś, poza wszelkim sposobem pojmowania bądź badania. Nic jest w rzeczywistości tablicą „wstęp wzbroniony”. (Albo: „Nie pasujesz do Wydziału Fizyki, powinieneś raczej przenieść się na Wydział Religii.”)

Gdy odpowiedź brzmi nic, czasem okazuje się, że to „wszystko”, co (pozornie) od niego pochodzi jest w rzeczywistości niczym. Nic nie jest źródłem niczego: czyli nie ma problemu!

Vedanta stawia na coś. Na szczególne i wyjątkowe coś: param satyam albo brahman na „ostateczne źródło wszelkich energii”. janmadyasya yatah (Vedanta-sutra 1.1.2)

W Upaniśadach owo ostateczne źródło jest opisane jako tak doskonałe i pełne (purnam), że jakkolwiek dużo zostanie od niego odjęte, pozostaje ono pełne.

W przeciwieństwie do mnie. Ja nie jestem purna. Jestem zależną, względną istotą. Potrzebuję regularnych dostaw – każdego dnia tyle a tyle pożywienia, wody, powietrza, światła, ciepła i tak dalej. Jeśli prześledzę wstecz ten łańcuch dostaw, osiągnę (w zgodzie z wedami) obdarzonych mocą sprawców tych dostaw: bogów – panów słońca, księżyca, wiatru, deszczu, ziemi i tak dalej. Gdy rozdają, opróżniają swe zasoby i sami potrzebują dostaw. Śledząc wstecz ten łańcuch zależności, natrafimy w końcu na pojedynczą i wyjątkową istotę, która wytwarza niekończące się zapasy i która nigdy nie potrzebuje nowych dostaw, pozostając pełną. Ta samowystarczalna istota utrzymująca wszelkie inne jest param satyam.

(Pomyśl o param satyam jako o hotelu z nieskończoną ilością pokoi, wszystkich zajętych – purna, „brak wolnych miejsc”. W południe, gość zajmujący pokój nr 1 wyprowadza się. Gdy on odchodzi, goniec hotelowy daje sygnał: Drzwi wszystkich pokoi się otwierają: gość pokoju nr 2 wprowadza się do pokoju nr 1, gość pokoju nr 3 do pokoju nr 2 i tak dalej, ad infinitum. W taki sposób, mimo że jeden gość się wyprowadził, hotel pozostaje pełnym. I będzie pełny nawet wtedy, gdy dziesięć, sto, tysiąc, milion, albo nawet nieskończona liczba gości się wyprowadzi.)

To jest właśnie „koncepcja Prawdy Absolutnej”, od której wszystko pochodzi. Różni się ona od koncepcji iśvary albo „boga”. Iśvara oznacza kontrolera. W tym znaczeniu, nawet lokalni kontrolerzy – główny menedżer firmy, miejskie przedsiębiorstwo komunikacji, telewizja kablowa, rektor uniwersytetu, prezydent miasta, wojewoda i tak dalej – oni wszyscy są małymi iśvarami, maleńkimi bogami obdarzonymi odrobiną mocy. I zgodnie z wedami istnieją także zwierzchni bogowie, którzy zarządzają wszechświatem – zamiast małostkowych biurokratów, raczej mocarni kosmokraci.

Cokolwiek widzimy tu, wśród skutków, musi także być i tam, w ostatecznej przyczynie. Param satyam wytworzyło całe mnóstwo osobistych kontrolerów. Stąd ostateczny osobowy kontroler, parameśvara, jest w Prawdzie Absolutnej. Upaniśady opisują param satyam jako jednocześnie osobowego i nieosobowego.

Prabhupada ukuł frazę „Najwyższa Osobowa Boskość”[1], by wyrazić bardziej precyzyjnie koncepcję Kryszny. Słowo „bóg” samo w sobie jest, ściśle rzecz biorąc, niewystaczające. „Bóg” jest istotą, która może zarówno istnieć jak i nie istnieć. „Boskość” jednak oznacza Prawdę Absolutną, param brahman, niestworzone, samowystarczalne źródło wszystkiego. „Osobowa Boskość” oznacza osobową postać nieskończonej Boskości. Osobowa Boskość istnieje równocześnie w wielu transcendentalnych postaciach – Kryszna, Rama, Nrsimha, Narayana, Vamana i tak dalej.

Niektórzy twierdzą, że nieograniczona natura Absolutnej Prawdy wyklucza osobowość, ponieważ osobowość albo jednostkowość implikuje ograniczenia i granice. Zapominają oni jednak rozważyć, że ograniczeniem byłoby także wykluczenie osobowości. W jakiś sposób musi istnieć osobowość bez ograniczeń. Z tego powodu myśl wedyjska pojmuje Osobową Boskość jako ananta rupam: istniejącą w nieograniczonych postaciach równocześnie.

Pośród wszystkich tych form zwłaszcza Kryszna określany jest jako „Najwyższa Osobowa Boskość”.

Ostatnie spostrzeżenie: Jeśli przyłapię się na wątpliwości, czy też Osobowa Boskość istnieje, czy nie, powinienem zrozumieć, że nie pojąłem koncepcji Prawdy Absolutnej. Myślę bowiem o Boskości, jakby była ona po prostu jeszcze jedną zależną i względną istotą: jak ja sam, albo mój laptop, moje miasto. Mój laptop Dell istnieje, ale może także nie istnieć; Ravindra Svarupa dasa istnieje, ale może równie dobrze nie istnieć; to miasto bratniej miłości[2] istnieje, ale może także nie istnieć. Moi obecni kontrolerzy – wojewoda Nutter, gubernator Rendell, prezydent Obama, Pan Indra, Pan Brahma – wszyscy oni istnieją, ale mogliby także nie istnieć. Ale ten ostateczny kontroler, Osobowa Boskość, ostateczne źródło wszelkich energii, istnieje w inny sposób niż te wszystkie inne istoty. On istnieje w sposób tak pełny i prawdziwy, że nie ma nawet takiej możliwości, by nie istniał.

Jeśli tylko zrozumiemy tę koncepcję Prawdy Absolutnej, musimy zrozumieć, że jej sposób istnienia – istnienie pozbawione nawet możliwości nieistnienia – jest różny od naszego.

(Możliwe, że niektórzy czytelnicy rozpoznali w tym ostatnim akapicie wersję „ontologicznego dowodu na istnienie Boga”. Ten dowód wzbudził wiele kontrowersji, ale wydaje się, że rozróżnienie, jakie uczynił Prabhupada, na Boga i Prawdę Absolutną wyjaśnia wiele w tym dowodzie i pomaga wyjaśnić część kontrowersji. Jeśli ktoś rozumie, że ten dowód dotyczy bardziej koncepcji Boskości albo Prawdy Absolutnej niż koncepcji Boga, jego szczególna siła stanie się wyrazistsza - przynajmniej dla mnie. Dla mnie istnieją solidne i przekonujące dowody na to, że musi istnieć Prawda Absolutna i że ta Prawda Absolutna musi być osobowa. Naszkicowałem to powyżej. Że ta osoba jest Kryszną o niebieskiej karnacji, gra na flecie, i ma na głowie pawie pióro – albo inną Jego postacią – nie może zostać udowodnione za pomocą ani rozsądku ani logiki. Jedynie pareśanubhava, bezpośrednie doświadczenie Pana, ukaże te konkretne cechy. Z drugiej strony, jeśli ktoś bada Najwyższą Osobową Boskość taką, jaką napotkali Narada, Vyasa, Uddhava, Caitanya i tak dalej, może powiedzieć: „To jest nasza idea Najwyższej Osoby. Czy ktokolwiek może zaoferować coś lepszego?”)

Tłumaczenie: Matylda Obryk


[1] Na użytek tego artykułu posłużę się tym, po polsku kulawo brzmiącym, dosłownym tłumaczeniem angielskiej frazy (Supreme Personality of Godhead), która zwykle oddawana jest jako „Bóg, Najwyższa Osoba”, w której to formie jednak niemożliwym jest śledzenie argumentów autora dotyczących natury Boga. (przyp. tłum.)

[2] „miasto bratniej miłości“ oznacza Filadelfię (od greckiego philia – miłość + adelphos – brat)




Memento Mori - Tabu śmierci

Do pomieszczenia obitego niebieskim suknem wkraczają milczący goście. Pod ścianami znajdują się stoliki, na których stoją kieliszki z szampanem. Każdy z zaproszonych sięga po kieliszek i nieśmiało sączy płyn. Pomiędzy zebranymi gośćmi bezszelestnie poruszają się mężczyźni w stalowoszarych garniturach. Spektakl rozpocznie się lada chwila. Zdjęcia rodzinne na przemian z nic nie znaczącymi symbolami religijnymi będą pojawiać się na ekranie. Potem trumna wjedzie do pieca kremacyjnego, a goście będą mogli tę przygniatającą chwilę spędzić w kawiarni. Konieczny rytuał wnet się dopełni. Przy dźwięku trąbki urna zostanie spuszczona w głąb ziemi. I wreszcie będzie można się rozejść.
Scena ta nie przedstawia bynajmniej zebrania nowomodnego towarzystwa, albo oryginalnego sposobu organizowania uroczystości rodzinnych, ale pogrzeb, który jest odpowiedni dla naszych czasów. Czasów, kiedy nie ma już miejsca na śmierć.

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Śmierć znika pomału z naszego życia. Wygnana została do szpitali, hospicjów i przytułków. Została usunięta z widoku. Nie chcemy jej już widzieć; nie chcemy stanąć z nią twarzą w twarz. Prowadzi to nawet i tak daleko, że siłą utrzymujemy przy życiu tych, którzy stoją na progu śmierci. Podpinamy ich do maszyn, które latami mają ich chronić przed umieraniem. Dzięki temu można odnieść wrażenie, że jesteśmy nieśmiertelni, a problem śmierci zniknie lada moment z naszej rzeczywistości. Intensywnie się do tego przygotowujemy.

Niektórzy jednak nie chcą dłużej uczestniczyć w tej grze iluzji. Są to częstokroć ci, którzy już nadto dobrze doświadczyli, jak dużo cierpienia kryje się w życiu. Tęsknią za wyzwoleniem, które obiecują sobie odnaleźć w śmierci. We Francji, a ostatnio także i w Niemczech rozpętała się wielka debata na temat eutanazji. Nie chodzi tu jednak o przyzwolenie na uśmiercanie z łaski, ale o pozwolenie na pożegnanie się z życiem, które zostaje tak wielu odmówione. Wielu ludzi pragnie uniknąć tych wyrafinowanych tortur, formułując pod okiem notariusza prośby o nie ratowanie życia za wszelką cenę. Ostatnio prośby takie składają nawet dzieci nie potrafiące dotrzymać kroku wymogom współczesnej medycyny. W fachowym żargonie nazywa się ten proces ortotanazją.

Jeszcze przed stoma laty śmierć była obecna. Wzbudzała strach i niepokój z taką samą siłą jak dziś. Jednak dawniej śmierć należała do życia jako jego konieczna część i zakończenie. Starzy i chorzy umierali w swych łóżkach otoczeni przez bliskich. Żegnali się z życiem przy akompaniamencie modlitw księdza bądź też cichego łkania pozostających. Obecnie śmierć stała się wrogiem, przeciwko któremu trzeba z całych sił walczyć. Jeśli walka nie przynosi już żadnych efektów, należy ją usunąć z widoku tych, którzy wciąż się jeszcze zmagają.

Zmiana paradygmatu

„Jak długo obecna była śmierć, tak długo seks był tabu” stwierdza Phillipe Aries, francuski mediewista. Teraz jesteśmy jednak świadkami zmiany paradygmatu. To, co przed stoma laty pozostawało w sferze tabu, przenika na powierzchnię, a to, co tam od zawsze się znajdowało, znika w czeluści tego, co wstydliwe. Aries obarcza postęp technologiczny odpowiedzialnością za ten stan rzeczy. Medycyna jest w stanie dostarczyć ludziom ulgi. W taki sposób zdobywa władzę nad umierającym w jej królestwie daleko od dalej idącego życia. Jakość usług medycznych w pielęgnacji umierającego brał Aries za przyczynę przesunięcia śmierci ze sfery domowej do bez-człowieczej sfery publicznej. Śmierć stała się nagle czymś wstydliwym.

Jeszcze przed stoma laty seks był tym, co najintymniejsze. Teraz jest wszechobecny. W mediach, na ulicy, w rozmowie. Znana dewiza „sex sells” („seks sprzedaje”) sprawdza się już nie tylko w branży reklamowej. Stała się mottem życiowym. Dawniej promowana była powściągliwość w publicznym okazywaniu sobie uczuć. Dziś niepokoi niemal, gdy para miłosna nimi nie epatuje. Czy jednak postęp techniczny może faktycznie być przyczyną tej zmiany?

Na tropie szczęścia

Każda istota nieustannie szuka szczęścia. Zgodnie z nauką Wed dusza jest w swej istocie pełna wiedzy, szczęścia i jest wieczna. Każdy tęskni do tego pierwotnego stanu. Z tęsknoty za wiecznością bierze się także strach przed śmiercią. Ciało jednak przemija. Już Sokrates spostrzegł w Uczcie, że niemożliwym jest osiągnięcie stałości, gdy hołubi się temu, co przemija. Jak długo jednak myślimy, że jesteśmy tym ciałem, niemożliwym jest osiągnięcie na nowo tego utraconego stanu. Nie pozwala nam ono rozkoszować się wiecznością, roztacza cień nad nasza wiedzą poprzez swe niezliczone ułomności i zmusza nas do okupienia każdej chwili szczęścia cierpieniem. Doświadczone chwile szczęścia są przecież tak krótkie.

Ponieważ jednak związek z ciałem jest tak mocny, próbujemy z całych sił i wszystkimi środkami osiągnąć to, co na płaszczyźnie materialnej jest nieosiągalne. Wierzymy, że szczęście odnaleźć można w zmysłowej rozkoszy. Seks jest przy tym uznany za esencję ziemskiego szczęścia. Skutkom, które mogłyby rzucić cień na najwyższą rozkosz, przeciwdziałamy dzięki środkom antykoncepcyjnym i aborcji. Powściągliwość już dawno odeszła do lamusa.

Wróg rozkoszy

Co jednak ma wspólnego seks ze śmiercią, oprócz tego, że z tym pierwszym życie się zaczyna, a w drugim kończy? Seks jest kwintesencją rozkoszy, a śmierć jest najwyższym cierpieniem. Co przypomina o cierpieniu, przeszkadza w rozkoszy. Zatem śmierć musi być naturalnym wrogiem radości płynącej z seksu. Śmierć za to przypomina o końcu i wypełnia człowieka pytaniami o cel życia. Kto jednak chce bez końca zażywać rozkoszy, ten nie może pozwolić sobie na tego typu refleksje.

Seks napędza postęp. Jest siłą, która stoi za wieloma czynnościami. W namacalnejj i subtelnej formie. W wydaniu subtelnym ukazuje się jako tęsknota za sławą i powodzeniem. Na namacalnej płaszczyźnie gna w stronę zadowalania zmysłów. Jeśli zatem chcemy na tej drodze zrobić postęp, musimy zapomnieć o tym, że śmierć czeka na nas . Nasza cywilizacja odniosła już wielkie sukcesy na tej drodze i udaje jej się dzień w dzień i wciąż na nowo utwierdzać ludzi w przekonaniu, że nie umrą i będą mogli wiecznie zażywać rozkoszy. To jednak pusta obietnica. Ciało bowiem jest jedynie chwilowe, a prawdziwe szczęście jest wieczne. Dlaczego zatem szukać cielesnego szczęścia, gdy możliwym jest osiągnięcie nieskończonej radości?

Niekończąca się radość

Człowiek w swej istocie jest sługą. Podobnie jak ciepło przynależy do ognia, a wilgoć do wody, tak służba jest istotą ludzkiej natury. Służymy naszym rodzicom, żonie, mężowi, psu, samochodowi, krajowi a nawet korporacji. Nieustannie oddajemy posługi naszemu ciału: myjemy je, ubieramy, karmimy i wypróżniamy. W ten sposób kierujemy naszą służbę ku temu, co przemija. Dzięki temu otrzymujemy także zapłatę w formie chwilowego szczęścia.

Czyż może jednak coś wiecznego być owocem czegoś, co przemija? To równałoby się oczekiwaniu wysuszenia czegoś za pomocą wody lub ogrzania za pomocą lodu. Jeśli kierujemy się ku przemijalnemu obiektowi, efekt naszej służby także będzie nietrwały. Jaka jest zatem recepta na powodzenie? W tym świecie nie znajdziemy nic, co wypełniłoby naszą tęsknotę za stałością. Kiedy jednak skierujemy uwagę ku temu, co wieczne i stałe, otrzymamy zapłatę w tych cechach. Każdy wierzący człowiek wskaże w tym kontekście na Boga. Służba, którą Jemu, personifikacji stałości i wieczności, składamy, przyniesie odpowiednie owoce. W taki sposób powracamy do naszego naturalnego stanu, którego cechami są szczęście, wieczność i wiedza.




Bhakti i Mistycyzm

WAISZNAWIZM A CHRZEŚCIJAŃSTWO

Przez wieki istnienia chrześcijaństwa Indie pozostały jedynym krajem, który „oparł się” chrześcijańskim misjonarzom przybywającym aby głosić „dobrą nowinę”. Dlaczego? Spośród wielu możliwych odpowiedzi, wypowiedź papieża Pawła VI, opisująca Indie jako „kraj starożytnej kultury, kolebkę wielkich religii…”i wskazuje na fakt, że mogą one być także źródłem chrześcijaństwa. Nie jest pewne, czy jest to faktem, lecz niewątpliwie istnieje wiele podobieństw pomiędzy chrześcijaństwem a religiami hinduistycznymi, a szczególnie waisznawizmem. Ponieważ kultura oraz religia starożytnych Indii wydaje się być wciąż niedoceniana, niezrozumiana, a przede wszystkim nieznana, wypowiedzi na temat misji chrześcijaństwa w Indiach, takie jak Bede Griffiths’a - jednego z pionierów eksperymentalnych wspólnot chrześcijańskich w Indiach - wyrażają to, co powiedziałby waisznawa zapytany o cel misji waisznawizmu w krajach zachodnich: „Musimy pokazać hindusom w świetle ich własnej wiary, że ostateczne doświadczenie Boga, istoty absolutnej, świata oraz duszy nie jest stracone, ani też osobowy Bóg nie jest wchłaniany przez Boga bezosobowego… W chrześcijańskim doświadczeniu, nawet w ostatecznej perspektywie istnieje tajemnica osobistego związku z Bogiem… w mistycznym ciele Chrystusa, chrześcijanie jednoczą się z Bogiem oraz wzajemnie poprzez osobisty związek wiedzy i miłości, w którym chociaż podzielają jedną, boską naturę, w boskim istnieniu, wiedzy i szczęściu, pozostają mimo to odmienni od siebie, każdy będąc jedynym w swoim rodzaju odzwierciedleniem bytu Boga. Takie, wydaje mi się, jest nasze chrześcijańskie przesłanie dla hindusów.” ii

W świadomości chrześcijanina, czy też człowieka zachodu, hinduizm kojarzy się z koncepcją bezosobowego Boga. Jednakże koncepcja ta prezentowana przez szkołę Adwajta Wedanty, której twórcą był Śankaracarya, jest tylko jednym z aspektów dziedzictwa religijno-filozoficznego Indii. Innym jego aspektem reprezentowanym przez filozofię dualizmu, Dwaita Wedanty, jest waisznawizm w przeróżnych jego odmianachiii. Szczery chrześcijanin mający odwagę nawiązać dialog ze starszą o wiele tysiącleci kulturą oraz religią waisznawizmu odnajdzie tam nie tylko potwierdzenie najgłębszych, wyznawanych przez siebie prawd, ale także praktyczne wskazówki jak pogłębić oraz ożywić swoją własną wiarę.

We wstępie do Journal of Vaisnava Studies (por. Przypis 3) poświęconemu chrześcijaństwu, Steven J. Rosen, wydawca oraz redaktor naczelny Dziennika, pisze: “Waisznawizm i chrześcijaństwo są jak dwie święte rzeki, których ujście leży w dorzeczu mistycyzmu.”iv Stwierdzenie to wskazuje na zbieżność celów obu religii – nawiązanie osobistego związku z Bogiem czy też osiągnięcie Miłości Boga, poprzez określone praktyki duchowe.

BHAKTI

W ciągu tysiącleci istnienia waisznawizm wypracował system praktyk duchowych, który może być i jest stosowany przez reprezentantów jakiejkolwiek religii czy wyznania – chrześcijan, żydów, buddystów czy muzułmanów. System ten, którego istotą jest bhakti – miłosne oddanie Bogu - oparty na dogłębnej znajomości psychologii człowieka, pozwala na stopniowe nawiązanie związku z Bogiem. Bhagavata marga (ścieżka Najwyższego), tak bowiem nazywa się ogół praktyk związanych z nawiązywaniem tego związku, rozpoczyna się od procesu słuchania o Bogu od osób prowadzących bogobojny tryb życia. Zachęcony tym przykładem aspirant, podejmuje intonowanie imion Boga, co jest następnym krokiem w procesie zbliżania się do Niego. Te dwa elementy praktyki – słuchanie i intonowanie – mają doprowadzić do tego, iż adept będzie pamiętał o Bogu przez cały dzień, a także w nocy.v Następnym aspektem jest służenie lotosowym stopom. Symbol lotosu, jako nie skażonej materią części świata materialnego, wskazuje na wykonywanie czynności związane ze służeniem w pokorze (stopy) duchowemu pierwiastkowi znajdującemu się w każdej żywej istocie. Dalej adept duchowości zachęcany jest do bezpośredniego zwrócenia się do Boga poprzez ofiarowywanie Mu przedmiotów czci, takich jak świece czy kadzidło. Ma to wymiar praktycznego zaangażowania zmysłów w kontakt z Bogiem. Wraz z ofiarowywaniem pojawia się aspekt modlitwy, która jest nawiązaniem dialogu z Bogiem, rozpoznanym jako Osoba poprzez proces oddawania czci. W ten sposób podążający duchową ścieżką staje się bezpośrednim sługą Boga, któremu poświęca cały swój czas. Ponieważ w ten sposób zostaje nawiązany związek z Bogiem, adept staje się Jego przyjacielem, który w ten sposób odwzajemnia się swemu słudze za jego troskę i miłosną służbę. Zdobywszy w ten sposób przyjaźń Boga, wielbiciel podporządkowuje całe swoje życie delektowaniu się swoim związkiem z Nim. Tych dziewięć praktyk stanowi esencję bhakti – miłosnego związku z osobowym Bogiem, który realizowany może być na wiele różnych sposobów.

MISTYCYZM

Mistycyzm to pojęcie odnoszące się do świadomych oraz systematycznych wysiłków w celu uzyskania wglądu w transcendencję lub jej doświadczenie poprzez studia oraz praktykę. Technika ta obejmuje medytację, kontemplację, modlitwę, ascetyzm, oddanie, intonowanie mantr lub świętych imion, intelektualne dociekanie. Zwykle w swoich naukach mistycy wychodzą poza specyficzną religijną perspektywę oraz dogmaty, przyjmując globalną oraz uniwersalną perspektywę, która wznosi się ponad tradycyjne sekciarskie różnice ponieważ rozumieją oni wspólne podłoże wszystkich tradycji religijnych leżące pod tym, co powierzchowne.

Jakie oblicze przyjmuje ta sfera życia duchowego w chrześcijaństwie?

Mistycyzm związany jest z chrześcijaństwem od samego początku, począwszy od Montana z Frygii, który ogłaszając się wysłannikiem Boga i narzędziem Ducha Świętego, propagował wartości ascezy i mistycznego zjednoczenia z Bogiem w ekstazie; od Św. Augustyna, który wprowadził do mistycyzmu chrześcijańskiego element łaski: poprzez wielkich stygmatyków, jak Św. Franciszek z Asyżu czy Ojciec Pio po mistyków kalibru Św. Jana od Krzyża czy Świętej Teresy z Awilla. Wszyscy oni osiągnęli to, co uważane jest ze esencję chrześcijaństwa – osiągnęli stan Miłości do Boga.

Evelyn Underhill w swojej pracy zatytułowanej Mistycyzm: Studia nad naturą oraz rozwojem Duchowej Świadomości pisze: „Mistycyzm nie jest opinią; nie jest także filozofią. Nie ma nic wspólnego z poszukiwaniem tajemnej wiedzy… Jest to nazwa usystematyzowanego procesu, który obejmuje całkowite spełnienie Miłości Boga: osiągnięte tu i teraz jako nieśmiertelne dziedzictwo człowieka. Lub, jeśli zabrzmi to lepiej – chociaż znaczy to dokładnie to samo – jest to sztuka ustanawiania… świadomego związku z Absolutem… .” vi

Wyodrębnia ona pięć kroków procesu mistycznego: “Najpierw przebudzenie, etap na którym osoba zaczyna mieć świadomość absolutu czy też boskiej rzeczywistości. Następnie oczyszczenie charakteryzujące się świadomością własnych wad i niedoskonałości. Potem oświecenie, które porównać można do wizji osiąganych przez artystów lub wizjonerów. Czwartym etapem, który osiągają tylko wielcy mistycy jest ‘ciemna noc duszy’, mówiąc językiem zapożyczonym od Świętego Jana od Krzyża. Stan ten charakteryzuje się zakłopotaniem, bezradnością, stagnacją woli oraz poczuciem braku obecności Boga. Ostatnim, końcowym etapem jest zjednoczenie z obiektem Miłości, jedyną Rzeczywistością, Bogiem. Tutaj jaźń znajduje się na poziomie transcendentalnym oraz zostaje wyzwolona do spełniania nowych zadań. Wypełniona Boską Wolą [jaźń] zanurza się w to, co tymczasowe, w świat pozorów, w celu wprowadzenia tego, co wieczne w ramy czasu oraz aby stać się mediatorem pomiędzy ludzkością a wiecznością.”vii

TAJEMNICA MIŁOŚCI

Tajemnica Miłości obecna jest we wszystkich wielkich religiach. Stanowi ich cel oraz sens ich istnienia. Żaden praktykujący chrześcijanin, muzułmanin, hindus, żyd czy waisznawa nie zaprzeczy, iż to właśnie stanowi esencję jego religii. A każda religia wypracowała proces pozwalający tę Miłość osiągnąć. I chociaż noszą one różne nazwy – ścieżka, faqr (Sufizm), Makhafah/Mahabbah/Ma’rifah (strach/miłość/wiedza, Sufizm/Egipt), fana (Sufizm/Arabia i Persja), oświecenie, Droga, transcendencja, zbawienie poprzez ponowne narodzenie w Chrystusie, satori (Buddyzm Zen), dhyana czy bhakti (hinduizm), wu-wei (taoizm), etc. - ich cel jest jeden. Twierdzenie, że jedna z dróg jest lepsza od innej jest wyrazem sekciarskiego, płytkiego pojmowania swojej własnej, oraz innych, tradycji religijnych. Jednakże spośród różnorodności procesów mistycznego zjednoczenia z Bogiem, czy też osiągnięcia Miłości Boga, proces bhakti jogi, którego esencją jest Bhagavata marga, rozpowszechniony w ciągu ostatniego czterdziestolecia na cały świat przez A.C. Bhaktivedantę Swamiego Prabhupada założyciela Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, okazuje się być sposobem uniwersalnym na tyle, ażeby mógł zostać przyjęty przez wyznawców większości religii. Trudno znaleźć jest praktykę religijną pozwalającą osiągnąć tę Miłość w tak prosty, bezpośredni oraz a k t y w n y viii sposób, jak poprzez praktykę bhakti. Ponieważ jest to proces oparty na głębokiej wiedzy o naturze ludzkiej, a także mający u swych podstaw przebogatą literaturę, może być zastosowany w każdym miejscu i w każdym czasie. Bhakti mogą praktykować wszyscy - bez względu na wyznanie, pozycję społeczną czy kolor skóry, wiek czy narodowość. W tym leży piękno i prostota dziewięciostopniowego procesu nawiązywania relacji z Bogiem, którego korzenie wywodzą się ze starożytnej wedyjskiej kultury waisznawizmu.

I chociaż każdy mistyk opisuje Rzeczywistość poprzez pryzmat własnych duchowych doświadczeń, to należy pamiętać, iż wszystkie te doświadczenia odnoszą się do Absolutu, który znacznie przerasta możliwości pojmowania człowieka, nie mówiąc już o możliwości przekazania ich słowami. Tam, gdzie w opisach lub relacjach związanych z różnymi tradycjami religijnymi dostrzegamy sprzeczności, z pewnością istnieje ukryte poza nimi doświadczenie najwyższego Absolutu – Jednego aczkolwiek nieskończenie różnorodnego w swoim bogactwie.

Bogusław J. Pyż

i FABC, „Christian Prayer and Asian Tradition – Federation of Asian Bishop’s Conferences,” in Doctrine and Life (February 1979), p.114

ii Griffiths, Bede Christ In India: Essays towards a Hindu-Christian Dialogue (New York: Charles Scribner’s & Sons, 1966), p.173

iii Rosen, Steven J. Introduction in: Journal Of Vaisnava Studies Vol.5 No.2, Spring 1997, FOLK Books, New York, p.5

iv Ibid. p.1

v Jedna z tradycyjnych historii indyjskich przytacza modlitwę praktykującego jogina, który udając się wieczorem na spoczynek zwraca się do Boga następującymi słowami: „Boże, starałem się pamiętać o Tobie w ciągu dnia, jak tylko potrafiłem najlepiej. Teraz udaję się na spoczynek i proszę, abyś Ty nie zapominał o mnie.”

vi Underhill, Evelyn, Mysticism, A Study in Nature and Development of Spiritual Consciousness, (first published 1911), Grand Rapids, MI: Christian Classics Ethereal Library, Available from: http://www.ccel.org/ccel/underhill/mysticism.html; Date created: 2003-05-15

vii Greene, Dana, Adhering to God: The Message of Evelyn Underhill for Our Times, Spirituality Today, Spring 1987, Vol. 39, pp. 22-38

viii Jak można wywnioskować z opisu procesu bhakti oraz mistycistycyzmu chrześcijańskiego, proces bhakti, w odróżnieniu od doświadczenia mistycznego, jest procesem aktywnym, podczas gdy ten drugi jest biernym przechodzeniem przez określone etapy doświadczenia mistycznego. Wspólnym elementem obu procesów, nie wymienionym w artykule, jest element łaski, która także przyjmowana jest odpowiednio w czynny (bhakti) oraz bierny (mistycyzm chrześcijański) sposób.




Czym jest Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny,
a czym MTŚK nie jest?

Początek i historia.
13 lipca 1966 roku Śrila Prabhupada zarejestrował w Nowym Jorku organizację nazywając ją International Society for Krishna Consciousness czyli Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Po 40-tu latach zmieniło się wiele i z pewnością organizacja ta nie jest już tym samym, czym była na początku. Czym jest obecnie MTŚK, a czym MTŚK nie jest? Te i inne pytania zostały postawione przeze mnie podczas rozmów z Kadamba Kanana Swamim w Radhadesh. Rozmowy te, podczas których próbowaliśmy odpowiedzieć na powyższe pytania i przedstawić obraz MTŚK, który odzwierciedlałby obecną sytuację Towarzystwa na świecie, jak i w Polsce, jak również artykuły zamieszczane w Iskcon Communication Journal w latach 1993-1999, stały się inspiracją do napisania tego artykułu.

Śrila Hridayananda Dasa Goswami w odpowiedzi na artykuł Dlaczego ISKCON powinien studiować swoją własną historię Thomasa J. Hopkinsa zamieszczony w Iskcon Communication Journal, Nr 6.2 - July/December 1998, pisze: “ (…) istnieje paląca potrzeba rozwinięcia zdolności historycznego, krytycznego i inteligentnego myślenia o sobie samych. Kiedy pojawią się problemy, musimy wiedzieć, że takie same problemy pojawiały się już wiele razy w przeszłości, zarówno w historii waisznawizmu, jak i w historii innych tradycji.” Doświadczenia pokoleń przekazywane drogą tradycji, jeśli zostaną zachowane oraz zastosowane w umiejętny sposób, mogą pomóc uniknąć lub rozwiązać wiele problemów, które napotkać może MTŚK w przyszłości. Aby móc korzystać z tego doświadczenia ważne jest określenie swojego miejsca, zarówno jako jednostki, jak i jako członka MTŚK.

Czym jest MTŚK?
Przede wszystkim korzenie Towarzystwa sięgają głęboko w religijną tradycję dziedzictwa Gaudiya Waisznawizmu. Według źródeł pochodzących z tej tradycji waisznawizm sięga tysięcy lat wstecz i nie ma wiele wspólnego z religijnymi ruchami Indii określanymi wspólnym mianem hinduizmu. Wywodząc się z tej tradycji “MTŚK widzi siebie jako propagatora sanatana dharmy, a hinduizm jako religię wywodzącą się z sanatana dharmy, która jest całkiem odmiennym zjawiskiem.” W tradycji wschodniej wiedza, a wraz z nią tradycja duchowa, przekazywana jest poprzez system sukcesji uczniów. Poprzez przebywanie z mistrzem duchowym, guru, uczeń otrzymuje wiedzę duchową, która jest odmienna od wiedzy zdobywanej przez intelekt. W sukcesji uczniów Gaudiya Waisznawizmu guru jest traktowany jako bezpośredni reprezentant Boga. Stąd silna pozycja guru w MTŚK. Jednak MTŚK posiada cechę nie rozpowszechnioną we wschodniej tradycji, a mianowicie Ciało Zarządzające (Governing Body Commition - GBC), które sprawuje nadzór administracyjno-prawny nad działalnością MTŚK. Według słów Srila Prabhupada, GBC “jest najwyższym autorytetem administracyjnym MTŚK” Sformalizowanie przekazu wiedzy i zamknięcie go w ramy organizacji dominuje w kulturze zachodniej. W taki sposób rozwinęło się m.in. chrześcijaństwo. W ten sposób MTŚK zamyka system sukcesji uczniów w sformalizowane ramy organizacji.
Czym jest MTŚK określa również statut Towarzystwa. Zawiera on siedem punktów:
(1) Systematyczne propagowanie wiedzy duchowej w społeczeństwie oraz kształcenie wszystkich ludzi w technikach życia duchowego w celu powstrzymania zaburzeń równowagi systemu wartości w życiu jednostki i społeczeństwa oraz w celu osiągnięcia prawdziwej jedności i pokoju na świecie.
(2) Propagowanie świadomości Kryszny (Boga) w takiej formie, jak została objawiona w wielkich Pismach Indii - Bhagavad-gicie i Śrimad Bhagavatam.
(3) Zbliżanie członków Towarzystwa do Kryszny, Osobowego Boga, i rozpowszechnianie w ten sposób w obrębie społeczeństwa i ludzkości idei, że każda dusza jest cząstką Boga (Kryszny).
(4) Nauczanie i rozpowszechnianie ruchu sankirtana (zbiorowego intonowania świętych imion Boga) tak, jak zostało to przekazane w naukach Pana Czejtanji Mahaprabhu.
(5) Wznoszenie dla członków Towarzystwa, oraz dla ogółu społeczeństwa, świętych miejsc transcendentalnych rozrywek poświęconych Osobie Kryszny.
(6) Skupianie członków Towarzystwa w celu nauczania prostszego i naturalniejszego sposobu życia.
(7) Publikowanie i rozprowadzanie periodyków, czasopism, książek i innych wydawnictw, w
celu osiągnięcia wyżej wymienionych celów.

Według antropologa, Charlsa R. Brooks’a MTŚK “pasuje do modelu ‘Ruchu Rewitalizacyjnego’ Anthonego Wallace’a. Ruch Rewitalizacyjny jest świadomym, zorganizowanym wysiłkiem osób, które sa niezadowolone ze swojej kultury i które pragną stworzyć kulturę bardziej odpowiednią. MTŚK jest klasycznym przykładem ruchu rewitalizacyjnego na tle wydarzeń lat 60-tych w Stanach Zjednoczonych. Takim ruchem były wczesne kościoły chrześcijańskie, jak również wczesne formy buddyzmu i islamu.” Stwierdzenie to określa MTŚK tylko częściowo, ponieważ żaden z wyżej wymienionych ruchów rewitalizacyjnych nie posiadał tak wyraźnej, sięgającej tak daleko wstecz tradycji popartej tomami Pism Objawionych, jakimi są Wedy oraz literatura uzupełniająca.

Czym MTŚK nie jest?
W rozmowie na temat praktyk stosowanych w MTŚK, Kadamba Kanana Swami zauważył, jak nieprzystające do zachodnich stereotypów są praktyki duchowe wykonywane przez członków MTŚK. Jeśli czynności związane z wielbieniem Bóstw można zaklasyfikować do kategorii “obrzędów religijnych”, to już intonowanie maha mantry Hare Kryszna na koralach japa nie da się tak łatwo zaklasyfikować. Ponieważ mantra to nie modlitwa, a intonowanie to nie rozmowa z Bogiem, to doświadczanie Jego obecności w postaci wibracji dźwiękowej. Śrila Prabhupada nauczał jednej podstawowej rzeczy, że intonowanie świętych imion Boga, jest najprostszym procesem wyzwolenia z materialnego świata i powrotu do świata duchowego. Nie namawiał nikogo do zmiany religii czy porzucenia swojej wiary. Twierdził, że intonowanie imion Boga jest uniwersalnym, naukowym procesem samorealizacji. Mówił, że jeśli ktoś zna jakieś imię Boga, powinien je intonować, a jeśli nie zna – oto jest ruch sankirtana zapoczątkowany przez Czejtanję Mahaprabhu, który dostarcza nieskończonej ilości imion Boga, z których Kryszna i Rama są najbardziej znanymi. Śrila Prabhupada zrobił jeszcze więcej – dla ateistów, którzy nie znają żadnej religii, oprócz uniwersalnej metody intonowania maha mantry Hare Kryszna - zaadaptował tradycyjną religię waisznawa, która może dostarczyć inspiracji tym, którzy nie są w stanie podjąć od razu procesu intonowania świętych imion. “MTŚK bezsprzecznie należy do awangardy społeczeństwa w zakresie wielbienia Bóstw. Puja jest obrzędem i liturgią skierowaną do Boskości i Świętości; podtrzymuje hagio- i teocentryzm ludzkiej egzystencji. MTŚK w sposób skuteczny przypomina nam o pięknie i konieczności poświęcenia się w celu zachowania własnej wewnętrznej egzystencji oraz jej podtrzymywanie we wszystkich dostępnych formach. Przypomina się nam, że służba Bogu jest podstawą dla służby dla bliźniego.” Mimo tego bogactwa obrzędu w centrum zainteresowania i propagandy MTŚK jest ruch sankirtana, zbiorowego intonowania świętych imion. Dlatego też MTŚK zdecydowanie nie może być zaliczony do tzw. Nowych Ruchów Religijnych, które powstają i znikają wraz odejściem “guru.”
MTŚK nie jest organizacją charytatywną, nie jest nowym ruchem religijnym, nie jest sektą, ani nie jest organizacją specjalizującą się w praniu mózgów – wszystkie te etykiety przylepiane przez ostatnie 40 lat MTŚK określały jedynie reakcje świata zachodniego na to niezwykłe zjawisko, jakim jest świadomość Kryszny wyrażany przez ruch sankirtana czyli śpiewanie i tańczenie kolorowych grup młodych i starych, kobiet i dzieci, na ulicach miast i miasteczek całego świata.

Wnioski
7 celów MTŚK określa precyzyjnie czemu służy organizacja założona w 1966 roku przez Śrila Prabhupada. Jej zadanie to dostarczanie wiedzy duchowej, dbanie o członków Towarzystwa oraz o dobro ogółu ludzkości, rozprzestrzenianie ruchu sankirtana czyli intonowania świętych imion Boga oraz publikacja książek i periodyków, pozwalająca te cele osiągnąć. MTŚK zrzesza osoby o skłonnościach do życia duchowego wywodzące się z każdej religii czy nawet niereligijne. MTŚK służy jako medium do zachowania i przekazania tradycji świadomości Kryszny. Jako nowy model organizacji o wymiarze duchowym nie przystaje do żadnych starych schematów myślowych, dlatego też określenia takie jak sekta czy nowy ruch religijny nie oddają jej istoty.

W Polsce MTŚK napotyka na trudności związane z tradycyjnie chrześcijańskim sposobem pojmowania ruchów religijnych, które dzielone są na dobre i złe. W tradycji wschodniej, która z natury swojej jest tolerancyjna, łatwo przyznaje się miejsce “nowym” ideom pozostawiając weryfikację historii, czy raczej czasowi, a nie mieczowi czy płonącemu stosowi. Jednak, jak pisze Edmund Weber, “pomimo problemów, jakie znaleźć możemy w historii MTŚK, nie ma wątpliwości, że system guru ma przyszłość, szczególnie dla rozwinięcia duchowej kultury.” MTŚK jest czymś więcej, niż jest w stanie określić współczesny psycholog, religioznawca czy antropolog. Niesie ze sobą autentyczne duchowe przesłanie, które przerasta zdolności pojmowania współczesnych krytyków nie dlatego, aby brak im było wiedzy czy inteligencji, ale ponieważ taka jest natura duchowości, iż wymyka się materialnym określeniom. MTŚK od momentu założenia wzbudzał kontrowersje (dlaczego w nazwie użyto zwrotu: “świadomości Kryszny”, a nie: “świadomości Boga”?) zarówno u zewnętrznych obserwatorów (pozycja kobiet w MTŚK i literaturze wedyjskiej), jak i od wewnątrz (sprawa byłych uczniów gurukul), wciąż wzbudza kontrowersje (rola GBC, pozycja guru, centralizacja) i będzie wzbudzał kontrowersje (przepowiednia o 10 tys. lat istnienia ruchu sankirtana). Dlatego także w przyszłości krytycy nie będą mieli łatwego zadania.

Bogusław Jarosław Pyż