Prawa
Na początku mego kontaktu ze Świadomością Kryszny dziwiłem się - a potem martwiłem - z powodu braku jakichkolwiek refleksji na temat „praw” dotyczących społeczeństwa – praw człowieka, praw obywatelskich – w naukach Śrila Prabhupada, który wiele starań dokładał, by wyjaśnić idealne „wedyjskie społeczeństwo”. Wydawało mi się, że prawa powinny być centralnym zagadnieniem tego, a także i innego społecznego ideału.
Ponadto ten porządek społeczny, który wychwalał on jako wzór – w istocie zarządzany przez Boga – był bez zmiłowania hierarchiczny. Tym większa potrzeba praw - pomyślałem. Czyż bowiem szacunek względem praw nie jest najlepszą rękojmią wobec nadużywania władzy?
Moja typowa amerykańska edukacja wychwalała XVIII- wieczną zdobycz „praw człowieka” jako najwyższe osiągnięcie myśli Oświecenia. Temu rewolucyjnemu historycznemu przełomowi zawdzięczamy tę wyrazistą tezę w naszej „Deklaracji Niepodległości”, którą każde dziecko musi znać na pamięć: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście.”
Ustrój promowany przez Bhagavatam nie mógł bardziej odbiegać od tego, za którym orędowało tak zwane Oświecenie. Jeden z jego czołowych ideologów, Denis Diderot, powiedział: „Ludzkość nie będzie wolna, dopóki ostatni król nie zawiśnie na wnętrznościach ostatniego kapłana”. W odróżnieniu od tego Bhagavatam naucza, że społeczeństwo, któremu przewodzą kapłani wraz z królem, najlepiej sprzyja wolności człowieka.
Bhagavatam od razu wyzwało na pojedynek moje ogólnie przyjęte idee. Wymagało ode mnie oduczenia się wielkiej rzeczy – przyjętej przez ogół rzeczywistości, którą z bezkrytyczną wiarą i bez wahania przyjąłem. Kiedy jednak z drugiej strony miałem obdarzyć zaufaniem Bhagavatam, nie mogło odbyć się to bezkrytycznie. I w ten sposób pojawiła się moja wątpliwość dotycząca praw.
Gdy to miało miejsce, moja lektura Bhagavatam ograniczała się do drugiego canto, które w latach 1969-70, ISKCON Press wydawała seryjnie, rozdział za rozdziałem w cieniutkich broszurach. Tomy pierwszego canto wydane w Indiach i przywiezione przez Prabhupada do Ameryki były już dawno wysprzedane. Dopiero gdy wprowadziłem się do aśramu w Filadelfii, w styczniu 1971 roku, miałem możliwość sięgnięcia po świątynny egzemplarz pierwszego canto. Odkryłem prymitywnie oprawioną książkę, wydrukowaną na tanim papierze, na każdej stronie której roiło się od literówek. Było napisane idiomatycznym „babu english” Prabhupada, jego charakterystycznym stylem. I chociaż jeszcze redakcyjnie nieplanowane i niewygładzone jak drugie canto – przemawiało tym dobitniej.
Tam też natrafiłem na werset, który rozwiał wszelkie me obawy dotyczące praw. W czwartym wersecie dwunastego rozdziału przeczytałem o wzorowym królu Yudhisthirze, który opiekował się wszystkimi, którzy narodzili się w jego królestwie.
Prabhupada komentuje:
„Słowo ‘prajah’ jest tu znaczące. Etymologicznie odnosi się to słowo do tego, co jest narodzone. Na ziemi jest wiele gatunków żywych stworzeń, od wodnych aż po doskonałe ludzkie istoty i wszystkie znane są jako ‘prajas…’. Jako takie praja używane jest w szerszym znaczeniu niż teraz. Królem jest się dla każdej żywej istoty: stworzeń wodnych, roślin, drzew, gadów, ptaków, zwierząt i człowieka. Każde z nich jest częścią i cząsteczką Najwyższego Pana (BG 14.4) i król jako reprezentant Najwyższego Pana jest zobowiązany do zapewnienia odpowiedniej ochrony każdemu z nich. To nie jest tak jak z prezydentami i dyktatorami zdemoralizowanego systemu administracyjnego, gdzie to niższe zwierzęta nie są pod żadną ochroną, a wyższe zwierzęta są nią otoczone. Ale to jest ważna nauka, którą pojąć może jedynie ten, kto pojął naukę Kryszny, jak to zostało wyjaśnione już wyżej.”
Król, jako reprezentant Boga, „jest zobowiązany do zapewnienia odpowiedniej ochrony każdemu z nich”. Poświeciłem tej idei chwilę: król jest głową państwa, rządem. I wszystkie żywe istoty, nawet zwierzęta, są obywatelami. To znaczy, że mają oni (jakbyśmy to ujęli dziś) prawa obywatelskie. I rząd musi te prawa zapewniać.
W 1971 roku idea praw zwierząt była wielce odległa - jako idea skrajnej frakcji. I teraz te nad wyraz radykalne uzupełnienia praw obywatelskich o prawa zwierząt były zawarte w wywodzie Prabhupada dotyczącym monarchii – tej, mało powiedzieć, najbardziej konserwatywnej filozofii politycznej. Bhagavatam niszczyło standardową konserwatywno- liberalną typologię.
W tym momencie zrozumiałem, że nowoczesne, oświecone ‘prawa’ nie są żadną innowacją; były niejako zawarte w tej na wskroś staromodnej, konserwatywnej, przed-oświeceniowej koncepcji powinności.
Parę lat później, szperając w antykwariacie, natknąłem się na tom francuskiej teolog Simone Weil. Poznałem tę wyjątkową osobę – ‘nowoczesną świętą’ – na studiach, na kierunku religii, i byłem ciekaw dowiedzieć się więcej.
Książka ta, przetłumaczona z francuskiego jako „Zakorzenienie” (tytuł polski), rozpoczyna się na pierwszej stronie znakomitą i przenikliwą dyskusją na temat praw i obowiązków (powinności); bardzo mi pomogła zrozumieć Bhagavatam Prabhupada.
Simone Weil rozpoczyna:
„Wspomnienie obowiązków poprzedza wspomnienie praw, które to są podrzędne i względne wobec tych pierwszych. Prawo nie ma mocy sprawczej samo z siebie, ale jedynie w relacji z obowiązkiem, do którego się odnosi; skuteczna egzekucja prawa bierze początek nie w pojedynczej osobie, która je posiada, ale w drugim człowieku, który uznaje swoje zobowiązania w stosunku do niej. Rozpoznanie obowiązku sprawia, że jest skuteczny. Obowiązek, który nie zostaje rozpoznany przez nikogo, nie traci nic ze swej mocy istnienia. Prawo, które nie zostaje uznane przez nikogo, nie jest warte wiele”.
Powiedzieć, że król Yudhisthira ma wobec żywych istot w swoim królestwie obowiązki i powinności, to inaczej powiedzieć, że poddani ci mają prawa. Ale Weil zapewnia, że lepiej jest tu mówić o obowiązkach aniżeli o prawach. Dlaczego? Ponieważ idea praw jest podporządkowana i zależna od idei obowiązków. Mogę twierdzić, że mam jakieś prawa, ale to stwierdzenie jest skuteczne o tyle, o ile inni uznają, że mają wobec mnie obowiązki. Czyli znacznie lepiej jest zająć się obowiązkami.
Co więcej, obowiązek zachowuje moc nawet wtedy, kiedy nie zostaje uznany. Nieuznane prawo nie ma żadnej mocy. Zyskuje moc jedynie, gdy zostaje uznany odpowiedni obowiązek.
Weil prowadzi swą analizę dalej, pokazując, że różnica pomiędzy prawami i obowiązkami jest de facto różnicą perspektywy:
„Nie ma sensu mówić, że człowiek ma z jednej strony prawa, a z drugiej obowiązki. Takie słowa odzwierciedlają jedynie różnicę perspektyw. Rzeczywista zależność między nimi jest podobna do różnicy pomiędzy podmiotem a przedmiotem. Człowiek rozpatrywany oddzielnie ma jedynie obowiązki, pomiędzy którymi są także obowiązki względem samego siebie. Wszyscy inni ludzie mają z jego punktu widzenia jedynie prawa. On ma z drugiej strony prawa, gdy rozpatrywany jest z punktu widzenia innych ludzi, którzy uznają, że mają wobec niego zobowiązania. Człowiek pozostawiony samemu sobie we wszechświecie nie miałby żadnych praw, miałby jednak obowiązki”.
Wyobraź sobie na przykład związek pomiędzy dobrym mistrzem i dobrym sługą w kulturze wedyjskiej, lub na użytek tego przykładu, w średniowiecznej Europie. Tam nie będzie mowy o prawach; tam nie ma ani związków zawodowych, ani systemu ubezpieczeń społecznych. Jednak tak jak sługa ma obowiązki wobec mistrza, tak i mistrz ma obowiązki wobec swego sługi. Mistrz, odebrawszy lata lojalnej służby, wie, że jest zobowiązany do opieki nad swym sługą w chorobie, niedołęstwie wieku starczego, czy w śmierci. Sługa ma w ten sposób wszystkie prawa obiecane przez nowoczesny socjalizm „od kołyski po grób”. W tym przypadku obydwaj – mistrz i sługa – znają swoje obowiązki i żaden nie pyta o prawa.
Weil idzie dalej i przedstawia ważną różnicę pomiędzy obowiązkami i prawami. Pierwsze są absolutne, albo bezwarunkowe, drugie są relatywne i względne:
„Pojęcie praw jako porządku objektywnego jest nierozerwalnie związane z pojęciem istnienia i rzeczywistości. Staje się to oczywiste, kiedy obowiązki zstępują do rangi faktu; wymaga to uwzględnienia do pewnego stopnia aktualnego stanu rzeczy i konkretnej sytuacji. Prawa zawsze będą związane z pewnymi okolicznościami. Jedynie obowiązki niezależne są od okoliczności. Należą one do sfery poza wszelkimi okolicznościami, ponieważ znajdują się ponad tym światem”.
Znaczenie obowiązku oddane jest po angielsku czasownikowym zwrotem „ought to”[1]. W sankrycie istnieje odrębna forma werbalna, znana jako vidhi-lin, która oddaje nakaz, czyli to, co było nakazane bądź przykazane przez Wedy. Weil rozumiała, że obowiązki są bezwarunkowe. Pochodzą one ze sfery transcendencji.
Kontynuuje:
„Ludzie 1789 roku nie uznali istnienia takiej sfery. Jedyne, co uznawali, istniało na płaszczyźnie ludzkiej. Z tego właśnie względu rozpoczęli kampanię na rzecz praw. Ale w tym samym czasie chcieli także postulować absolutne zasady. Ta sprzeczność spowodowała, że ugrzęźli w chaosie języka i idei, który to jest w wielkiej części odpowiedzialny za społeczny i polityczny zamęt po dziś dzień. Sfera tego, co jest wieczne, uniwersalne i bezwarunkowe jest inna niż ta zależna od faktów; tam rządzą inne idee - takie, które są związane z najskrytszymi zakamarkami duszy ludzkiej”.
„Ludzie 1789 roku” są architektami Francuskiej Rewolucji. Skoro odrzucili oni boskie nakazy, musieli obyć się bez mówienia o obowiązkach i powinnościach. Mogli przytaczać jedynie pokrewne im „prawa”. O te mogli się po prostu upominać bez znajomości ich podstaw i fundamentów. A jednak, jak na to wskazała Weil, „prawa” jako takie są bezużyteczne. Aby być skutecznymi, wymagają kogoś, kto przyjmie odpowiednie obowiązki.
W filozofii jest oczywistym, że nie jest możliwym wywieść „powinien” z „jest”. Są bowiem dwiema różnymi sferami. „Powinien” wymaga autorytetu. Ostatecznie - będę się upierał - absolutnego. Osoba staje się bowiem autorytetem jedynie wtedy, jeśli zostanie uznana jako taka przez inną osobę. Skoro pojawia się zatem ciąg autoryzujących sprawców, może być jedynie jeden koniec – gdzie? Jeśli ten łańcuch ma kotwicę, fundament, kończy się na pojedynczym samoautoryzującym autorytecie wszystkich innych. Innymi słowy na Bogu.
Albo, rzecz jasna, na surogacie Boga, naśladowcy. Twym idolu du jour.
W Bhagavatam ksatriyowie są kierowani przez braminów, którzy znają transcendencję i mają zdolność zastosowania tej wiedzy odpowiednio do konkretnej sytuacji. W takim społeczeństwie ludzie są od maleńkości przywykli do kultury powinności.
Wynik może nas zdumieć.
Jeśli przeszukamy Bhagavatam pod kątem wypowiedzi na temat powinności króla na przykład, odkryjemy społeczeństwo z daleko większą ilością praw niż większość z nas ma dziś.
Śrila Prabhupada pisze na przykład w komentarzu do Bhagavatam 4.17.12:
„Jest obowiązkiem króla uważać na to, by każdy w obrębie swego społecznego stanu – bramin, ksatriya, vaiśya i śudra – był w państwie w pełni zajęty. Tak jak obowiązkiem braminów jest wybranie odpowiedniego króla, tak obowiązkiem króla jest zwracanie uwagi na to, by każda varna – bramin, ksatriya, vaiśya i śudra – była w pełni zajęta swymi przypisanymi obowiązkami. Zostało tutaj zasygnalizowane, że mimo że ludzie mogli wykonywać swe obowiązki, wciąż byli bez zajęcia… Gdy ludzi trafi ten rodzaj zmartwienia, powinni udać się do głowy państwa, i prezydent bądź też król powinien przedsiewziąć natychmiastowe kroki, by załagodzić zgryzoty poddanych.“
Innymi słowy każdy ma prawo do zatrudnienia. Jeśli ludzie nie mogą znaleźć pracy, państwo jest zobowiązane do zorganizowania zatrudnienia.
Bhagavatam (1.14.41 komentarz) mówi o prawach tych, którzy są słabi, chorzy, albo starzy albo w inny sposób wymagają pomocy:
„Braminom, którzy zawsze są zajęci poszukiwaniem wiedzy dla dobra społeczeństwa zarówno na płaszczyźnie materialnej jak i duchowej, należy się pod każdym względem opieka króla. Podobnie w szczególności wymagają opieki państwa bądź też ksatriyi- króla dzieci, krowy, chorzy, kobiety i starcy. Jeśli takie istoty nie otrzymują opieki ze strony ksatriyi, albo stanu królewskiego, albo państwa, jest to z pewnością hańbą dla ksatriyi i państwa.
Bhagavatam (5.15.7 komentarz) uznaje nawet uniwersalne prawo do szczęścia:
„Jako przedstawiciel Najwyższego Pana król ma obowiązek chronić swych obywateli w doskonały sposób, tak żeby nie musieli martwić się o jedzenie i ochronę i w ten sposób byli szczęśliwi”.
Oczywiście dzisiejsze rządy nie reprezentują Boga ani też obywatele nie są szczęśliwi.
W XVIII wieku Europa kończyła swój zwrot od teocentrycznego do antropocentrycznego światopoglądu. Wraz z tryumfem humanizmu obowiązki straciły swą moc i rozpoczęła się walka o prawa.
Po tak wielu latach humanizmu ciągle musimy wysłuchiwać, że te najbardziej podstawowe z ludzkich praw – prawo do jedzenia, ubrania, schronienia, bezpieczeństwa i zdrowia – skandalicznie nie są przestrzegane w większości miejsc na świecie.
A prawa niemej, zwierzęcej populacji dopiero zaczynają być dostrzegane.
Jednak przy całej tej gimnastycznej debacie nad prawami jest jedna cenna rzecz. Simone Weil wskazała problem: „Prawo nie jest skuteczne samo w sobie, ale jedynie w relacji do obowiązku, do jakiego się odnosi”.
Tym samym, aby być skutecznym w niesieniu społecznej sprawiedliwości ludziom i zwierzętom, musimy zwrócić się do kultury obowiązków. Przedstawienie Bhagavatam Śrila Prabhupada ma zamiar spowodować ten zwrot.
Musimy uznać, że jedynym sposobem, by podążyć naprzód, jest się cofnąć. Robimy postęp, zawracając.
Tłumaczenie – Matylda Obryk
[1] Także po polsku „powinność” kryje się w czasowniku „powinieć“ lub też związku wyrazowym „trzeba + bezokolicznik”.